Obserwacje pod ciemnym niebem

Na samym początku wpisu chciałbym podziękować pewnej osobie za pokazanie tej wspaniałej miejscówki do obserwacji… Mam nadzieję, że w niedługim czasie powtórzymy taki wypad w to samo miejsce…

W ostatnią środę korzystając ze sprzyjających warunków wybrałem się kilkanaście kilometrów za miasto pod ciemne niebo. Księżyc tuż przed pierwszą kwadrą miał zniknąć za horyzontem w okolicach godziny 23. Pojechałem więc tuż po 22, aby rozstawić teleskop i zacząć przyzwyczajać oczy do nocnego łapania DSów. Plan był ambitny:

DSOlist

Część z tych obiektów już widziałem, a część miałem zobaczyć pierwszy raz w życiu.
Na początek poszła gromada otwarta M29 w Łabędziu. W lornetce jawiła się jako mała mglista plamka pośród Drogi Mlecznej. Dopiero teleskop pokazał co kryje w sobie. Pokusiłem się nawet o szkic gromady. Mój pierwszy astroszkic w życiu. Ponieważ zawsze byłem beztalencie jeśli chodzi o rysowanie, więc pozostawia on wiele do życzenia. Ja jednak jestem z niego bardzo zadowolony.

Messier29

Kolejnym obiektem, do którego podszedłem była gromada otwarta M39 w Łabędziu. Nieco rozproszona, większa od M29, w lornetce lepiej się prezentuje niż w teleskopie.

W tym momencie oderwałem wzrok od zenitu i spojrzałem w kierunku południowo-zachodnim. Moim oczom ukazał się widok, jaki widziałem tylko raz w życiu – mianowicie gwiazdozbiór Strzelca. Był cały widoczny, wyraźnie, bez żadnego domyślania się położenia gwiazd. Skoro tak, pomyślałem, to trzeba coś złowić z południowych Messierów. Na pierwszy ogień poszła M22 – gromada kulista. M13 w stosunku do niej jest faktycznie przereklamowana. Ach – gdyby tak widniała ona 20-30 stopni wyżej. Już powiększenie 40x moim 8-calowym teleskopem rozdzieliło jej poszczególne gwiazdy. Kolejny zoom i kolejne zaskoczenie jak wiele gwiazd można z niej wyciągnąć. Czas biegł nieubłaganie, szybki rzut okiem nieco na zachód w stronę Antaresa i kulki M4 – i szybko teleskop w tamtą stronę, bo za 5 minut schowa się za pobliskie drzewo. I kolejny sukces M4 widoczna w okularze jak na dłonie i znowu ten ból, że zamiast 20 stopni nad horyzontem świeci zaledwie kilka stopni. Ale i tak uśmiech na twarzy jak ogórek, który nie spełnia przepisów Unii Europejskiej o dopuszczalnym kształcie.
Zachęcony widokami w okularze teleskopu uruchomiłem lornetkę i od M22 przespacerowałem w kierunku M24, M25, M17, M16 – wszystkie obiekty widoczne w niej bez najmniejszego problemu. Po nacieszeniu oka widokiem w lornetce pora była skierować na nie teleskop. NGC6642 – wyraźnie widoczna niewielka gromada kulista tuż obok M22. M24, M25 – piękne gromady otwarte, z mnóstwem gwiazd. M17 – mgławica Omega – pięknie widoczny kształt, taki jak pamiętam ze szkiców innych obserwatorów. M16 – mgławica Orzeł – skupisko gwiazdek w delikatnej mgiełce – muszę jeszcze doposażyć się w filtr mgławicowy. Napawałem się widokiem tych południowych obiektów jak małe dziecko, które dostało lizaczka:) Warto było tutaj dzisiaj przyjechać. Żałuję tylko, że nie zerknąłem na M28, M8 i M20. Ale co się odwlecze to nie uciecze.

Dalej teleskop powędrował w kierunku wszystkim dobrze znanych obiektów. M13 – pięknie widoczne rozdzielone gwiazdy, w powiększeniu 400x zajrzenie do jej wnętrza to istna rozkosz dla oka. Tuż obok galaktyka NGC6207 odległa od nas o 64 miliony lat świetlnych i póki co jest to najdalszy obiekt widziany przeze mnie do tej pory. W okularze 10mm jawiła się jako kreseczka na tle ciemnego nieba. Kolejne obiekty to M71 – gromada kulista, oraz M27 – Hantle. Tych obiektów chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. M57 – w powiększeniu 200x to istne cudo. Niemal jednorodny środek z wyraźną struktura mgławicy na obrzeżach, nieco jakby pogrubiona, tak jak na profesjonalnych zdjęciach. Kolejne dwa obiekty to M11 i M26 – obie gromady otwarte w teleskopie prezentują się pięknie, chociaż jak dla mnie M11 jest ładniejsza. Do tego duetu dorzuciłem jeszcze bliską NGC6712.

Po tych wszystkich łatwiznach przyszła pora na nieco większe wyzwanie. Kilkanaście kilometrów za miastem niebo niestety nie jest idealne. Tymbardziej, że na wschodzie do 15-20 stopni nad horyzont sięgała delikatna, aczkolwiek widoczna w tych ciemnościach łuna. Nie przeszkodziło mi to jedna w łapaniu galaktyk. Tak więc po kolei. M51 – Wir widziana już wcześniej, ale nie w takich detalach jak teraz. Wyraźnie zarysowywały się jej spiralne ramiona. To samo z M101 w Wielkiej Niedźwiedzicy. Kolejny przeskok na M97 – Sowa i M106 tuż obok. Sowa niczym szczególnym mnie nie zachwyciła, ale warto się jej będzie przyjrzeć dokładniej następnym razem. Do kompletu jeszcze doszła M109.

Na zakończenie sesji (zrobiła się już 1. w nocy, a rano do pracy) rzut okiem na M31 i sąsiadki M110, i M32 – wyraźne jak na dłoni, chociaż skąpane w miejskiej łunie.

W miesiącu lipcu to była dla mnie ostatnia okazja wyjazdu na ciemne niebo. Teraz Księżyc zbliża się do pełni, także kolejna okazja dopiero w sierpniu. Jeśli się uda to złapię jeszcze południowe skarby, które ominąłem w tej sesji.

A tak wyglądała moja tabelka po skończonej sesji. Pomimo, iż brak na niej wszędzie ptaszków, to jestem bardzo zadowolony, że udało mi się wyłapać nieplanowane obiekty południowego nieba.

lista_obs

Czekam teraz na sierpień, brak Księżyca i wolny wieczór:)